Drogi Marcinie,
Dziś w samochodzie rozbeczałam się zupełnie. W sumie od rana chciało mi się ryczeć, ale ktoś dotknął mojego policzka i zmoczył sobie ręce niezmiernie.
Rozmowa z kimkolwiek sprawia mi ból, wiesz? Bo żadna z napotkanych rozmówców, nie jest tobą, kochany.
Żadna.
Gdzie jesteś? Co robisz? Dlaczego nie odpowiadasz na moje listy?
Chcę znowu być twoim Promyczkiem, pozwól mi.
A pamiętasz jak najpierw mówiłeś do mnie Słońce? Jezu, jak mi się to podobało! "To idź już, Słońce, powodzenia, Słońce, moje kochane Słońce". A potem przerodziło się to w Promyka! Oświetlałam każdy twój dzień, prawda? Wylewałam się przez rolety i budziłam cię rano, byłeś trochę zły, ale tak naprawdę szczęśliwy. Nie wiem dlaczego zaciągnąłeś rolety. Nie wiem dlaczego nie pozwalasz mi świecić ci wciąż.
A ten Promyk przerodził się w Promyczka, Promynia, to mi się tak bardzo podobało... Jeju, ja do dziś odsłuchuję twoje wiadomości głosowe, gdy się raz pokłóciliśmy i nie odbierałam od ciebie kilka godzin (już o tym wspominałam gdzieś - szczerze tego żałuję), a ty nagrałeś się, że "Proooooooooomyyyyysiuuu, no Promyniuuuuuuuuu, pójdę sam, bez ciebie pójdę hihi". No i ja wtedy się obraziłam i postanowiłam, że idź jak chcesz, dziadzie jeden, a potem zadzwoniłam taka stęskniona. Ja ci chciałam tylko pokazać, że nie podobało mi się twoje zachowanie, bo żartowałeś ze mnie (ja już nie pamiętam jak za bardzo), ale pamiętam, że po tym bardzo się na mnie złościłeś. I dopiero jak zaczęłam płakać, to przestałeś się droczyć i tym swoim troskliwo-zadziwionym-romantycznym głosem, który tak bardzo kocham, począłeś mnie uspokajać i tulić słownie.
Pamiętam jak mówiłeś, że wszystko byś zrobił, by być koło mnie.
To co tu napisałam, tak bardzo kłóci się z tym, co zrobiłeś.
Nie umiem tego zrozumieć, czemu gdy zostałeś zapytany "kim [ona] jest dla ciebie?" odpowiedziałeś [ona]? zabawna dziewczyna, taka naiwna, gdy cię zapytali "czym dla ciebie jest ta znajomość?" powiedziałeś to była świetna rozrywka, ja [jej] mówiłem, że to nic takiego, od początku, niczego jej nie obiecywałem.
A potem zniknąłeś. Boże.
Muszę się szybko upić, drogi M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz